Attyla (ok. 400–453) – boski bicz i postrach Rzymu, postać między mitem a faktem

Spotkanie papieża Leona I z Attylą, Rafael, Pałac apostolski, zdj. Wikipedia

Spotkanie papieża Leona I z Attylą, Rafael, Pałac apostolski, zdj. Wikipedia

Strach zawładnął cesarzem Walentynianem III i mieszkańcami imperium zachodniego, gdy dopiero co pokonany i wydający się już tylko lizać rany, osławiony wódz Hunów ponownie pojawił się w 452 roku na północnej granicy. I tym razem pragnął łupów, a jego nieustraszone oddziały, niszcząc znajdujące się po drodze miasta, kierowały się na Rzym. Gdy pojawił się przed nim papież Leon I z prośbą o oszczędzenie miasta, Attyla przystał na jego propozycję, wycofując się jednocześnie z Italii. W ten sposób według legendy powstrzymana została inwazja barbarzyńskich hord, co mieszkańcy Rzymu przyjęli z radością, a Kościół uznał za cud, w którym wzięli udział dwaj święci Piotr i Paweł. 

Spotkanie papieża Leona I z Attylą, Rafael, Pałac apostolski, zdj. Wikipedia
Spotkanie papieża Leona I z Attylą, Ercole Ferrata, pozłacany brąz, Wiedeń, Kunsthistorisches Museum
Spotkanie papieża Leona I z Attylą, Alessandro Algardi,  bazylika San Pietro in Vaticano
Papież Leon I pertraktujący z Attylą, wspierany przez świętych Piotra i Pawła, fragment ołtarza, Alessandro Algardi, bazylika San Pietro in Vaticano
Attyla, fragment fresku Rafaela, Pałac apostolski, zdj. Wikipedia

Strach zawładnął cesarzem Walentynianem III i mieszkańcami imperium zachodniego, gdy dopiero co pokonany i wydający się już tylko lizać rany, osławiony wódz Hunów ponownie pojawił się w 452 roku na północnej granicy. I tym razem pragnął łupów, a jego nieustraszone oddziały, niszcząc znajdujące się po drodze miasta, kierowały się na Rzym. Gdy pojawił się przed nim papież Leon I z prośbą o oszczędzenie miasta, Attyla przystał na jego propozycję, wycofując się jednocześnie z Italii. W ten sposób według legendy powstrzymana została inwazja barbarzyńskich hord, co mieszkańcy Rzymu przyjęli z radością, a Kościół uznał za cud, w którym wzięli udział dwaj święci Piotr i Paweł. 

Panowanie i sława Attyli trwała zaledwie dwie dekady, ale o jego wyczynach pamiętamy do dziś. Najazd koczowniczych Hunów utożsamiany jest z bezprzykładną brutalnością, determinacją i pazernością, ale przede wszystkim strachem, który budzili u cywilizowanych i coraz bardziej niepewnych swego jutra Rzymianach. Jak do tego doszło, że ten, który na początku tak dobrze wpisywał się w politykę obronną imperium, nagle stał się jego największym wrogiem? Aby to zrozumieć, należy cofnąć się w czasie do okresu Ruy, poprzednika i wuja Attyli.

      Spotkanie papieża Leona I z Attylą,
      Ercole Ferrata, pozłacany brąz, Wiedeń,
      Kunsthistorisches Museum

W latach trzydziestych V wieku Hunowie, których był wodzem, podbijali plemiona tzw. Barbaricum, czyli ziem znajdujących się poza granicami rzymskiego limes. Zaprowadzenie porządku na tych terenach, z których wciąż atakowane były ziemie imperium i przedostawali się uchodźcy, było na rękę cesarzom zarówno zachodniego, jak i wschodniego imperium, dlatego często wchodzono z Attylą w układy militarne, płacono mu też daninę w zamian za pewność, że Hunowie trzymać będą w ryzach inne plemiona i powstrzymają się od napadów na ziemie imperium. Choć z pozycji Rzymian układ taki nie był idealny, gdyż płacenie haraczu komuś, kogo uważa się za barbarzyńcę, narażał dumę i skarbiec cesarski na szwank, był on jednak korzystny dla obu stron – gwarantował spokój, a Hunom dawał wolną rękę w ich podbojach. Nieustanna ekspansja osiadłych na terenach dzisiejszych Węgier Hunów stanowiła istotę i rację ich bytu, a łupy albo daniny były jedynym sposobem pozyskiwania przez nich środków do życia. Ich brak powodował destabilizację władzy panującego, któremu zagrażały bunty samych Hunów, ale przede wszystkim poddanych im i wcześniej podbitych innych plemion, takich jak Skirowie, Goci, Gepidzi czy Sarmaci. U samych Rzymian Hunowie budzili respekt z racji swych znakomitych umiejętności militarnych. Ich atutem były przemieszczająca się w mgnieniu oka konnica, wojownicy umiejący strzelać w galopie, sprytne pozorowane odwroty, a przede wszystkim brawura i determinacja. W ten sposób Rua ramię w ramię z rzymskim generałem Aecjuszem pokonał Burgundów czy walczył z Wizygotami. Po jego śmierci w 434 roku panowanie nad Hunami i ich sprzymierzeńcami przejęli dwaj bracia, Bleda i Attyla, kontynuując politykę współpracy okupioną dorocznymi trybutami Rzymian.

W zamian za 700 funtów złota rocznie cesarz rezydujący w Konstantynopolu mógł liczyć na spokój i stabilną sytuację na swych granicach. Trwało to tak długo, jak długo danina była wypłacana na czas, ale w momencie, gdy cesarz ociągał się z zapłatą, Attyla i Bleda najechali ziemie wschodniego imperium (na przełomie 441 i 442 roku), grabiąc i niszcząc liczne miasta. Dla władcy Zachodu, cesarza Walentyniana III, była to sytuacja nawet korzystna, gdyż odwróciła uwagę Hunów od jego ziem i roszczeń. Mało tego, w 449 roku Attyla, który w międzyczasie pozbył się swego brata, zabijając go w czasie polowania, otrzymał od Walentyniana tytuł honorowego dowódcy armii. Jak się jednak miało okazać, przyjaźń rzymsko-huńska trwała krótko.

W 449 roku Attyla wkroczył na tereny imperium zachodniego. Pretekstem było odmówienie mu przez cesarza Walentyniana III ręki jego siostry Honorii, którą ta sama mu zaproponowała, acz bez zgody brata. Moglibyśmy powiedzieć, cóż za haniebna propozycja, ale Attyla nie uważał się za niegodnego partnera. Jak donosili niektórzy rzymscy pisarze, jego sposób zachowania się w stosunku do delegacji rzymskich, jakie gościł w swym drewnianym, acz okazałym pałacu, był miły i przyjazny, a jego rola strażnika interesów rzymskich – znacząca. W jego otoczeniu funkcję doradców pełnili Rzymianie, żeby wspomnieć chociażby służącego Attyli w misjach dyplomatycznych, pochodzącego z Panonii Orestesa – jak się później okaże, ojca ostatniego cesarza imperium zachodniego (Romulus Augustulus). Tym niemniej u większości ówczesnych Rzymian Attyla i jego ludzie budzili strach i niechęć, wręcz odrazę, czego dowodem mogą być słowa ówczesnego kronikarza Ammianusa Marcellinusa, który z cywilizacyjną wyższością pisał o Hunach: „Budowy są krępej i silnej, karki mają grube; przeraźliwie brzydcy i koślawi, przypominają bestie dwunogie albo owe z gruba ciosane słupy o ludzkich obliczach przy poręczach mostów. Nie potrzebują ani ognia, ani też przypraw do jedzenia. Żywią się bowiem korzeniami roślin dziko rosnących i półsurowym mięsem jakiegokolwiek zwierzęcia; podkładają kawałki pomiędzy uda swoje a grzbiet konia i tak je nieco ogrzewają”.

      Spotkanie papieża Leona I z Attylą,
      Alessandro Algardi, bazylika
      San Pietro in Vaticano

Dwa lata później, w 451 roku, Attyla został pokonany w Galii, na Polach Katalaunijskich, przez niegdysiejszego sojusznika – Aecjusza. Hunowie mogli zostać rozbici doszczętnie, ale sprytny rzymski generał nie dążył do całkowitej ich zagłady ze względu na wspomnianą już stabilizującą rolę w stosunku do plemion germańskich. Attyla nie zrezygnował jednak z dalszych podbojów imperium, a jego łupem padły takie miasta jak Akwitea, Bergamo, Padwa i Werona. I tu wchodzimy w strefę legendy, o której wspomniałam na początku. Według niej papież Leon I powstrzymał idących na Rzym Hunów. Ówczesne źródła podają jednak, że Attyla spotkał się z delegacją cesarza imperium zachodniego w północnej Italii, nad rzeką Mincio. Najprawdopodobniej otrzymał odpowiednią zapłatę i zrezygnował z dalszego marszu, tym bardziej że jego wojsku dokuczał głód i dziesiątkowała je epidemia. Zaraz potem zmarł, ale nie wiemy w jaki sposób. Jedni uważają, że zamordowała go jego gepidzka żona w trakcie nocy poślubnej, inni, nieprzychylni Attyli, twierdzą, że zapił się na śmierć, a jeszcze inni, że powodem był krwotok. Gdy Hunów zabrakło, sytuacja na północno-wschodnich granicach imperium rzymskiego uległa całkowitej destabilizacji.

Zachował się przekaz ilustrujący uroczystości pogrzebowe, wyprawione na cześć Attyli. Pod swego rodzaju namiotem, w szczerym polu, wystawione zostało ciało wodza. Wybrani jeźdźcy okrążali je w galopie, śpiewając żałobne pieśni. Rok po jego odejściu sojusznicze do tej pory plemiona Gepidów rozbiły Hunów, a ich resztki uciekły na wschód i wieść po nich przepadła.

O dziwo, pamięć o barbarzyńskim Attyli przetrwała wieki. Jego imię pojawia się w wielu średniowiecznych dziełach, i to niekoniecznie w negatywnym świetle. Świadczą o tym starofrancuskie, starohiszpańskie, węgierskie, a przede wszystkim starogermańskie sagi. Dante Alighieri umieścił go w swojej Boskiej komedii w siódmym kręgu piekielnym, nie najgorszym, skoro papież Bonifacy VIII ulokowany został przez tego humanistę w kręgu ósmym.

 

Spotkanie Leona I z Attylą stało się jednym z najbardziej nośnych tematów w literaturze i sztuce europejskiej. Na początku XVI wieku wielki hołd swemu imiennikowi złożył papież Leon X, który powierzył Rafaelowi stworzenie malowideł w apartamentach pałacu Apostolskiego ilustrujących to wspaniałe wydarzenie i nawiązujących bezpośrednio do współczesności, czyli barbarzyńskiej reformacji wykluwającej się na północy Europy. Fresk ukazuje papieża Leona I, wybawiciela i cudotwórcę (z rysami twarzy Leona X) pokonującego zło, czyli nacierające z północy hordy Hunów. W XVII wieku temat cudu Leona I ponownie pojawił się w sztuce rzymskiej. Cieszący się uznaniem artysta barokowy Alessandro Algardi stworzył w bazylice watykańskiej (San Pietro in Vaticano) dzieło, tym razem rzeźbiarskie, zdobiące miejsce spoczynku Leona I i przypominające wszystkim wiernym, którzy odczuwali strach w obliczu przybierającej na sile reformacji, o cudzie papieża z V wieku.

 

W czasach bardziej współczesnych przywołanie wodza Hunów otworzyło Napoleonowi Bonaparte w 1796 roku bramy Wenecji, po sławnej tyradzie, w której ostrzegał mieszkańców miasta nad laguną, że będzie dla Wenecji niczym Attyla.

Postać wodza Hunów wciąż wydaje się niewyczerpanym źródłem pomysłów i interpretacji. Wspomnieć tu można powstałe w 1954 roku dwa poświęcone mu filmy – Attyla, boski bicz i Attyla, król Hunów, w którym rolę Honorii zagrała boska Sophia Loren, czy obrazy bardziej współczesne – Attyla (2001) i Attyla – pogromca imperium (2001), jak również gry komputerowe i książki z pogranicza fantastyki i dokumentu.