Oratorium San Silvestro – propagandowa agitka czy traktat o politycznej harmonii?

Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, fresk ukazujący Czterech Koronatów w nadprożu wejścia

Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, fresk ukazujący Czterech Koronatów w nadprożu wejścia

Do oratorium koniecznie trzeba zajrzeć, najlepiej przy okazji odwiedzin znajdującego się na wzgórzu Celio kościoła Santi Quattro Coronati, do którego kompleksu obiekt ten należy. Już samo wejście do niego ma w sobie coś z emocjonującej przygody. Zielone drzwi, które do niego prowadzą, znajdują się na prawo od fasady kościoła. W przedsionku widnieje drewniane okienko, a obok niego dzwonek. Po naciśnięciu go prędzej czy później pojawi się siostra augustianka, która po usłyszeniu, że chcemy wejść do oratorium, i uiszczeniu datku wręczy nam klucz do znajdujących się po przeciwnej stronie drzwi.

Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, fresk ukazujący Czterech Koronatów w nadprożu wejścia
Kościół Santi Quattro Coronati, dziedziniec z wejściem do oratorium San Silvestro (po prawej)
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, scena z matkami błagającymi cesarza Konstantyna o ratunek dla swych dzieci
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati,  scena, w której Konstantynowi ukazują się we śnie apostołowie Piotr i Paweł
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, posłowie wyruszają do biskupa Sylwestra
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, papież pokazuje cesarzowi wizerunki apostołów
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, chrzest cesarza Konstantyna przez biskupa Sylwestra
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, scena wprowadzenia papieża do Rzymu i przekazania mu  miasta we władanie
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, scena oddania frygium papieżowi
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, scena poszukiwania Krzyża Pańskiego w Jerozolimie
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, scena przywrócenia życia ofiarnemu bykowi przez Sylwestra
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, freski z cudami papieża Sylwestra, między medalionami tuby nagłaśniające
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, widok na absydę i ołtarz z XVI w.
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, malowidła absydy
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, fresk tęczy - papież Sylwester I
Oratorio San Silvestro przy kosciele Santi Quattro Coronati, freski absydy - męczeństwo Czterech Koronatów
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, fresk tęczy ukazujący cesarza Konstantyna Wielkiego
Oratorio San Silvestro przy kościele Santi Quattro Coronati, wejście do oratorium, freski ukazujące Czterech Koronatów

Do oratorium koniecznie trzeba zajrzeć, najlepiej przy okazji odwiedzin znajdującego się na wzgórzu Celio kościoła Santi Quattro Coronati, do którego kompleksu obiekt ten należy. Już samo wejście do niego ma w sobie coś z emocjonującej przygody. Zielone drzwi, które do niego prowadzą, znajdują się na prawo od fasady kościoła. W przedsionku widnieje drewniane okienko, a obok niego dzwonek. Po naciśnięciu go prędzej czy później pojawi się siostra augustianka, która po usłyszeniu, że chcemy wejść do oratorium, i uiszczeniu datku wręczy nam klucz do znajdujących się po przeciwnej stronie drzwi.

 

      Oratorium San Silvestro przy kościele
      Santi Quattro Coronati, fresk tęczy -
      papież Sylwester I

Nad jego portalem dojrzymy fresk ukazujący czterech męczenników, w domyśle kamieniarzy koronatów, patronów tutejszego kościoła. W nadprożu dostrzeżemy też wspominający ich napis: Statuarium et lapicidarum corpus 1570, naniesiony tu w roku 1570, kiedy oratorium stało się własnością cechu kamieniarzy (pracujących w marmurze).  Zanim to nastąpiło, była to sala modlitewna, którą wspaniale udekorowano w 1246 roku. I to właśnie powstałe wówczas freski będą przedmiotem naszego zainteresowania. Po wejściu zobaczymy obszerne, prostokątne pomieszczenie z posadzką warsztatu Cosmatich, kamiennymi ławkami po bokach i pasem malowideł na ścianach. Jak starodawny komiks ukazują one pasjonującą historię pierwszego chrześcijańskiego cesarza Konstantyna Wielkiego i biskupa Rzymu Sylwestra I. W górze niczym nieboskłon roztacza się nad nami beczkowe sklepienie, ukazując stylizowane krzyże i gwiazdy. Warto nie tylko dać się uwieść średniowiecznemu malarskiemu pięknu tych fresków, ale też poświęcić chwilę i odszyfrować ich ideologiczne przesłanie, gdyż jest ono nad wyraz interesujące, ale też, jak się przekonamy, tajemnicze. Nad drzwiami wejściowymi oratorium znajduje się pierwsza inauguracyjna scena. Przedstawia tronującego Chrystusa jako Najwyższego Sędziego, Marię, Jana Chrzciciela, apostołów i anioły. Wszyscy oni zostali tu przywołani, aby świadczyć w sprawie arcyważnej dla Kościoła, przynajmniej w czasach średniowiecza.  Jakiej? Otóż ukazany poniżej, siedzący na tronie cesarz Konstantyn przyjmuje kobiety błagające go o litość dla swych skazanych na śmierć dzieci. Jego oszpecona krostami twarz zwraca się ku nim, a ruch ręki zdaje się je uspokajać – jakby tłumaczył, że co prawda za namową swych pogańskich kapłanów pragnął szukać uleczenia trądu, na który cierpiał, w kąpieli w krwi niewinnych niemowląt, ale ostatecznie z tego zrezygnował. W kolejnej scenie cesarz już leży, powalony chorobą, a we śnie ukazują mu się dwaj apostołowie – Piotr i Paweł, wyciągający do niego swe ręce w geście pomocy i wdzięczności za uratowanie dzieci. Najwyraźniej to oni radzą mu poszukać pomocy u ukrywającego się przed prześladowaniami biskupa Rzymu Sylwestra. Jak można się domyślać, cesarz nie lekceważy tej wskazówki, gdyż w następnej scenie jego posłowie udają się na górę Soratte, a następnie proszą żarliwie Sylwestra o przybycie do Rzymu. Ten najwyraźniej się zgadza, gdyż w następnej odsłonie widzimy go, jak poucza i naucza klęczącego przed nim cesarza i nawraca go na chrześcijaństwo. Przekonuje go też do cudownej mocy apostołów, pokazując wizerunek Piotra i Pawła, którzy przyśnili się cesarzowi i którzy de facto uwolnią go od choroby.  W następnej scenie Konstantyn, już pozbawiony paskudnych plam, mały i nagi jak niemowlę, umieszczony zostaje w chrzcielnicy, a Sylwester kładzie dłonie na jego głowie. Proporcje ciał papieża i cesarza mówią same za siebie. Przy rachitycznym Konstantynie Sylwester wydaje się gigantem.  Następnie cesarz klęcząc, tym razem przed siedzącym na tronie Sylwestrem, podaje mu w poddańczym geście frygium – cesarskie spiczaste nakrycie głowy, a ponadto obdarowuje go cesarskim baldachimem i białym rumakiem. To przekazywanie nakryć głowy jest szczególnie ważne z politycznego punktu widzenia. Papież zakłada frygium (poprzednik tiary), nakładając w ten symboliczny sposób na swe skronie ziemskie panowanie nad Rzymem. Całość dopowiada korona, która już nie spoczywa na głowie Konstantyna, ale pozostaje w obrębie miasta (za murami), trzymana przez jednego z jego dworzan. Na następnym fresku papież – już pod baldachimem, z frygium na głowie i na białym koniu – wraz ze swymi kościelnymi dostojnikami jest wprowadzany przez cesarza do Rzymu.  Wyraźnie widzimy, że papieżowi towarzyszą wszystkie religijne i ziemskie symbole władzy, w tym trzymane przez heroldów krzyż i miecz. Konstantyn w roli koniuszego ponownie pojawia się w koronie na głowie, która w symboliczny sposób została mu w międzyczasie nałożona przez papieża. Możemy się jedynie domyślać, że oddając w podzięce za cudowne ozdrowienie swe imperium, cesarz udaje się do nowego, przez siebie budowanego miasta nad Bosforem – Konstantynopola, przekazując tym samym cały Zachód papieżowi.

      Oratorium San Silvestro przy kościele
      Santi Quattro Coronati


Dalszy ciąg malowideł (na przeciwległej ścianie) już tylko pośrednio wiąże się z cesarzem Konstantynem. Ukazują one natomiast nadprzyrodzone właściwości papieża Sylwestra. W pierwszej scenie zobaczymy biskupa Rzymu i matkę cesarza Helenę wśród żydowskich rabinów. W prowadzonej dyspucie teologicznej papież (mocno zniszczony fresk) siłą swych religijnych argumentów pokonuje aż jedenastu adwersarzy. Pozostał mu jeszcze dwunasty rabin, który był w stanie zabić byka przywołaniem jedynie imienia swego boga Jahwe. Przywracając życie zwierzęciu, papież przekonał go jednak do wyższości chrześcijaństwa. Stąd zapewne Sylwester jest patronem nie tylko dobrego nowego roku, ale też zwierząt domowych. Zarówno cesarska matka, jak i rabinowie natychmiast przyjmują chrzest z rąk Sylwestra, a Helena staje się zagorzałą wyznawczynią nowej wiary. Dowodzi tego następna scena, w której cesarzowa rozkazuje przeszukać górę Golgotę w Jerozolimie w celu znalezienia Krzyża Pańskiego. Jak wiemy, poszukiwania te zakończyły się powodzeniem. Ostatni fresk, który znamy jedynie z opisu, ukazywał papieża pokonującego grasującego w Rzymie smoka, co stało się przyczyną nawrócenia na chrześcijaństwo zadziwionego tym faktem pogańskiego kapłana. Na tym historia się kończy.

To, co zobaczyliśmy, to mocno osadzona w tradycji legenda oparta na dwóch znaczących dokumentach – żywocie św. Sylwestra (Actus Silvestri) z V wieku i tzw. Constitutum Constantini (Donacja Konstantyna). Freski po lewej stronie, te o politycznej wymowie, stanowiły w dużej mierze ilustrację tego ostatniego dokumentu, na który w sporze z cesarstwem przez całe stulecia powoływał się Kościół katolicki. Dziś wiemy, że był on spektakularnym fałszerstwem. Odnosi się do dekretu, w którym cesarz rzekomo nadał Kościołowi liczne dobra i przywileje, a tym samym oddał mu prawo do ziemskiego rządzenia nad swoim imperium.

Fakt, że do obu tych źródeł sięgnięto po tylu wiekach, miał swoją ważką przyczynę. Freski były odpowiedzią na bieżące, dramatyczne dla ówczesnego papieża, Innocentego IV, wypadki i jednoznacznie określały jego pozycję w toczonym właśnie sporze z cesarzem  Świętego Imperium Rzymskiego – Fryderykiem II. W 1244 roku, czyli dwa lata przed powstaniem malowideł, doszło do ostrego konfliktu pomiędzy dostojnikami, czego konsekwencją była kolejna ekskomunika cesarza przez papieża. W następnym roku, w obawie przed cesarską armią Fryderyka, który jako sukcesor zachodnich cesarzy rzymskich rościł sobie prawo do panowania nad Rzymem, Innocenty IV uciekł z miasta aż do Lyonu, gdzie bezradnie ogłosił detronizację cesarza. Powstałe w kolejnym roku (1246) freski w oratorium św. Sylwestra, jednoznacznie podkreślające nadrzędną rolę głowy Kościoła, być może były próbą rekompensaty poniżenia, jakiego papież doznał. Jego stanowisko jest w malowidłach tych jasno wyrażone. Papież rządzi nie tylko nad miastem, ale i nad całym imperium, jest nie tylko następcą św. Piotra, ale i przez Konstantyna naznaczonym władcą ziemskiego państwa. Być może papież pragnął przypomnieć krnąbrnemu cesarzowi, gdzie jest jego miejsce. Wybrał ten właśnie sposób – nie za pomocą miecza, którego nie posiadał, ale sztuki.

Freski wykonane zostały przez mistrzów bizantyjskich na zlecenie kardynała Stefana Conti. Z artystycznego punktu widzenia nie są dziełem wybitnym – schematycznie potraktowana architektura, lapidarny krajobraz, mało urozmaicone gesty osób, twarze bez wyrazu, ale dekoracyjność, a przy tym naiwność tych przedstawień jest z dzisiejszego punktu widzenia rozbrajająca. Novum stanowi natomiast ambicja stworzenia na podstawie dostępnych dokumentów narracji historycznej, która korespondowała z doczesnością i współczesnością, czyniąc z cyklu dzieło wręcz propagandowe.

      Oratorium San Silvestro przy kościele Santi Quattro
      Coronati

Przedstawiona tu interpretacja jest mocno rozpowszechniona. Przekonująco ukazuje papieża, pragnącego zapanować nad światem i narzucić cesarzowi swą władzę, i bezbronnego cesarza, który potulnie oddaje Rzym. Niemniej nie jest to interpretacja jedyna. Chciałabym ukazać też inną, która nie jest wprawdzie tak spektakularna, mnie jednak bardziej przekonuje. Jej autorem jest niemiecki historyk, profesor Matthias Thumser. Według niego fundator fresków, którym był de facto Stefano Conti – kardynał i wikary papieża, ale równocześnie członek znaczącego oligarchicznego rzymskiego rodu, siostrzeniec wielkiego papieża Innocentego III, zlecając stworzenie malowideł, pragnął zawrzeć w nich pewną koncepcję dotyczącą spraw aktualnych, projektując pewną wizję idealną, której fundamentem była równowaga między władzą papieża, cesarza a... Rzymem – rozumianym, jako centrum i głowa ówczesnego świata zachodniego. Po ucieczce papieża Innocentego IV i Kurii z Rzymu i zaostrzającym się konflikcie z cesarzem Fryderykiem II sytuacja polityczna w mieście była napięta, a jego przyszłość niepewna. Kardynał widział jednak pewne rozwiązanie. Tak jak ongiś powalony chorobą Konstantyn, tak teraz zaślepiony i uparty Fryderyk powinien przywołać papieża do Rzymu, uznać jego duchową wyższość oraz pozwolić senatowi rzymskiemu nałożyć sobie cesarską koronę. Tak w wielkim skrócie można by wizję tę opisać. Niebagatelną rolę winni odegrać w tym procesie sami Rzymianie, w domyśle senatorowie rzymscy, którzy, tak jak ongiś posłańcy Konstantyna, powinni przekonać papieża do powrotu do miasta. Z drugiej strony, jako lojalni poddani cesarza Świętego Imperium Rzymskiego, winni go wspierać w oczyszczeniu się z „trądu” pychy, jakim jest jego pragnienie panowania nad Rzymem. On sam z kolei musi wprowadzić papieża do miasta, oddać mu nad nim panowanie, zachowując równocześnie władzę nad resztą imperium. O słuszności takiej interpretacji świadczy opisywana już scena, w której cesarz Konstantyn wprowadza papieża Sylwestra do miasta. Korona cesarska znajduje się w tym czasie w rękach dostojników pozostających wewnątrz murów Rzymu. Nie zapomnieli oni, że są zarówno poddanymi cesarza imperium, jak i papieża – władcy miasta. Przesłanie to świadczy o pragnieniu odnalezienia złotego środka w tej trudnej rozgrywce politycznej. Zostało wyrażone przez człowieka oddanego papieżowi, niezacietrzewionego jednak w złości na cesarza Fryderyka, dumnego Rzymianina, przekonanego, że Rzym nie powinien być obiektem przetargu, ale trzecią siłą polityczną, która w walce między cesarzem i papieżem może doprowadzić do pokoju i zgody.

Kardynał Conti jako wikariusz papieża program ideologiczny, czy wręcz propagandowy swej fundacji pragnął szeroko rozpowszechniać. Celowi temu służyć miał nawet czterdziestodniowy odpust dla wszystkich, którzy odwiedzą dekorowany na jego polecenie przybytek w Wielki Piątek i kolejne następujące po nim tygodnie. Świadczyć to może nie tylko o chęci pochwalenia się nowo powstałym w Rzymie dziełem, ale też o pragnieniu przekonania do swej wizji szerokiego grona Rzymian.

      Oratorium San Silvestro przy kościele
      Santi Quattro Coronati, freski absydy -
      męczeństwo Czterech Koronatów

W XVI stuleciu oratorium stało się własnością cechu kamieniarzy i rzeźbiarzy zamieszkujących pobliskie rejony miasta. Jego powinnością było utrzymanie go w należytym porządku, a ambicją uświetnienie, tym razem w nowym, nowożytnym duchu. Temu celowi służyło zatrudnienie malarzy, którzy uwieczniliby dzieje męczeńskiej śmierci patronów kościoła i cechu – Czterech Koronatów, którzy, jak podaje tradycja, na rozkaz cesarza Dioklecjana straceni zostali za sprzeciw, jaki wyrazili, gdy kazano im stworzyć posąg pogańskiego boga Eskulapa.  Zanim nowe malowidła znalazły się na ścianach, przebito ścianę południową oratorium i stworzono absydę, w której stanął ołtarz. Nie zapomniano też o rezydujących tu od 1564 roku, żyjących w tutejszym klasztorze (w klauzurze) siostrach augustiankach, których głównym zadaniem była opieka nad porzuconymi przez matki dziewczynkami. Aby umożliwić im uczestniczenie w regularnie odprawanych tu mszach, zainstalowano rodzaj głośników, do dziś widocznych między malowanymi medalionami ze stylizowanymi motywami roślinnymi, dzięki którym siostry mogły nasłuchiwać Słowa Bożego. Freski chóru i jego sklepienie były dziełem Raffaellino da Reggio, natomiast te na ścianach i pilastrach, jak również nad wejściem głównym (od zewnątrz) są poprawnym, acz nie wybitnym dziełem uczniów braci Federico i Taddeo Zuccharich. I tu jednak zleceniodawcy nie zapomnieli o średniowiecznym cyklu. Na ścianach tęczy zobaczymy jego dwóch głównych bohaterów – cesarza Konstantyna i papieża Sylwestra I, tym razem w manierystycznej odsłonie.


Do dziś członkowie cechu, do którego onegdaj należeli ci najwybitniejsi, między innymi
Gian Lorenzo Bernini czy Alessandro Algardi, spotykają się tutaj 8 listopada w święto patronów kościoła na mszy odprawianej w intencji kamieniarzy.

Oratorium nie przyciąga rzesz turystów, choć jest perełką sztuki średniowiecznej. Jak się okazuje, niejedyną w tym kompleksie, który wciąż jeszcze jest odkrywany (patrz: Aula Gotycka).